Fragment książki: Jerzy Klin ciągnął swój monolog. – Pisane atramentem czerniejącym, niebieskim. Wiecznym piórem. Sherlock Holmes powiedziałby, że wieczne pióro było niedawno oddane do naprawy na ulicy brukowanej asfaltem, która ma trzy przecznice, że starszy pomocnik młodszego czeladnika w warsztacie naprawczym sepleni przy wymawianiu litery „s” i przy tym szalenie lubi brunetki z pieprzykiem na lewym policzku obok nasady nosa... Pozostali milczeli. Czekali. – Pozwolicie, że odczytam wam treść tego anonimu: Albercie Godlewski. Z wiadomych Ci powodów zabiję Cię dziś wieczorem podczas kolacji u Ciebie w domu. Nie mam innego wyjścia. Jerzy Klin znów gwizdnął. – „Z wiadomych ci powodów”. Co to mogą być za powody, Albercie? Albert Godlewski był spokojny. – Nie mogę właśnie tego zrozumieć. – Zawiadomiłeś policję? – Nie. Przecież ciebie zaprosiłem specjalnie na dzisiejszy wieczór. I was także.
Nasielski Adam Libros






Kryminaly Przedwojennej Warszawy Tom 89 Wegierska awantura, Narzeczona z kontrwywiadu
Warszawa, okolice Płocka, lata 30. XX w. W stolicy przy ulicy Topiel działa tajemniczy związek Znaku kwadratu. Jego członkowie mają wytatuowane czarne kwadraty na ciele. Cel organizacji nie jest znany, jednak biuro detektywów Buldog przypuszcza, że jest to organizacja przestępcza. Zastawia ona sidła na niejakiego Karola Dunina, kierownika w Kartelu stalowym, nasyłając na niego młodą Jasię Wernicką. Ma ona za zadanie rozkochać w sobie młodego kierownika. Czy jej się to uda? Jaki jest rzeczywisty motyw działania Znaku kwadratu?
Warszawa, lata 30. XX w. Młody chłopak Juliusz Lerad postanawia zastrzelić człowieka, który go poniżył, Freda Larskiego. Larski znany jest z tego, iż posiada wspaniały samochód marki Mercedes-Benz i podróżuje w zielonym płaszczu automobilowym. Lerad robi zasadzkę na ulicy Parkowej w Warszawie. Strzela do kierowcy w przejeżdżającym Mercedesie. Po zatrzymaniu się samochodu podbiega do postrzelonego, który okazuje się być inną osobą. Ofiara zamachu przed śmiercią wręcza Leradowi tajemniczą niebieską kopertę, którą ma przekazać niejakiemu Stefanowi Garretowi do rąk własnych. Lerad nie przypuszcza nawet, jak bardzo ściągnie na siebie uwagę tajemniczej szajki szpiegowskiej pod przywództwem profesora Brunsa. Ze strony policji sprawą zajmuje się podporucznik Adam Rawski i sierżant Wrzos.
Warszawa, lata 30. XX w. Inspektor Bernard Żbik bawi w operze. Na jego oczach ktoś szykuje bardzo wyrafinowane morderstwo. Ofiarą ma być znana aktorka operowa. Kto jest mordercą i jaki ma powód? Czy morderca jest tylko jeden?
tom Kryminałów przedwojennej Warszawy. Polska, lata 30. XX w. Inspektor Bernard Żbik otrzymuje tajemniczy telefon. Osoba z drugiej strony wypowiada tylko dwa słowa. Detektyw szybko wydedukowuje, że musi chodzić o morderstwo. I rzeczywiście, zamordowany został doktor Wiesław Borzęcki, znany neurolog. Sytuacja się komplikuje, gdy portier kamienicy, w której mieszkał lekarz, utrzymuje, że widział go wychodzącego przed chwilą z bramy... Fragment książki: – Morderstwo – wycedził. – Idziemy, Adamie. Może pan też pójdzie, doktorze? Sędzia śledczy milczał przez długą chwilę. Wiadomość o morderstwie i surowy wyraz twarzy detektywa podziałały i na niego, i na aspiranta. Nie pytali jednak o nic. Czekali. Wreszcie sędzia przemówił pierwszy. – Nie mogę. Mam jeszcze dziś ważne przesłuchanie w biurze. Czemuś taki poważny, Bernardzie??
Norman Denver, genialny dyplomata, zwany „apostołem pokoju” ma poprowadzić ważną konferencję w Melbourne w Australii. Intelligence Service zatrudnia doświadczonego detektywa Harry’ego Trenta, by za wszelką cenę chronił życie polityka. Ma on odebrać Denvera z portu, przewieźć bezpiecznie do hotelu, a potem nadzorować pracę ochrony. Pozornie proste zadanie szybko okazuje się śmiertelnie niebezpieczną rozgrywką, w której przeciwnicy dyplomaty zrobią wszystko, by go zabić. Dodatkowo Harry wpada na trop tajemnicy mamby, co – jak szybko zaczyna podejrzewać – jest kluczem do ocalenia życia zarówno Denvera, jak i własnego. Czy doświadczonemu detektywowi uda się rozwiązać zagadkę mamby i rozbić groźną szajkę?
Warszawa, lata 30. XX wieku. Do willi rodziny du Saule’ów zostaje zaproszony doktor Kazimierz Biernacki. Wizyta w na pozór spokojnej posiadłości staje się dla tajemniczego gościa okazją do obserwacji ciekawych typów ludzkich dojrzewających w dziwnej atmosferze domu… Dwa dni później inspektor Bernard Żbik otrzymuje wiadomość o strasznym zdarzeniu w willi. W trakcie śledztwa na jaw wychodzą kolejne osobliwości charakterów, które okażą się jedynym tropem do pozornie niemożliwego wykrycia mordercy i jego motywów. Jak bowiem prowadzić śledztwo w sprawie, w której brak jakichkolwiek materialnych śladów? W tragicznej „sprawie thuga” genialny detektyw będzie musiał wykonać ryzykowny „skok w otchłań” dusz ludzkich, by poznać wstrząsającą prawdę. tom Kryminałów Przedwojennej Warszawy WIELKIE GRY BERNARDA ŻBIKA Fragment książki: Stefan czekał na swego pana. – Łóżko przygotowane, panie inspektorze. Co znaczy oaf? — potrząsnął trzymaną w palcach powieścią kryminalną, które pochłaniać umiał tuzinami o każdej porze. – Głupiec – wyjaśnił Żbik. – Wymawia się ouf – i uśmiechnął się. Nie lubił nigdy pomijać okazji do uśmiechu. Zasnął natychmiast. Stefan, który powrócił po pięciu minutach, zbyt dobrze go już znał, aby mieć śmiałość go obudzić i oznajmić mu, że na biurku w gabinecie leży list ekspres, który posłaniec-listonosz przyniósł przed godziną, a więc już po północy. Bernard Żbik przeczytał więc ten list dopiero o dziewiątej nazajutrz przed śniadaniem. Podpis Ewy du Saule przeczytał inspektor od razu, gdyż miał zwyczaj, czytając list, przede wszystkim odczytać podpis. [...] Treść brzmiała: Niech Pan przyjedzie natychmiast. Karol nie żyje. Patronat medialny: Klub MOrd
Unikaty, cykl szpiegowski. Seria, w której wznawiamy książki szpiegowskie sprzed lat w bardzo małych nakładach.
Warszawa, lata 30. XX wieku. Słynny inspektor Bernard Żbik przyjmuje zaproszenie na bal do Resursy Obywatelskiej. Poznaje tam niejakiego Stokowskiego, który zdaniem inspektora jest śmiertelnie przerażony i stale nosi przy sobie broń. Już następnego dnia zgłasza się do Żbika zastępca dyrektora, Edward Downar i zaprasza do banku, gdzie urzęduje Stokowski. Znany w całej Polsce dyrektor boi się, że wkrótce zginie... Powodem śmierci miałoby być według dyrektora odkrycie przez niego egipskiego grobowca. Fragment książki: – Wiesz – nie patrzył na aspiranta, gdy schodzili po wspaniałych schodach – miałem ochotę zapytać go o pozwolenie na broń. – Kogo? – Adam Billewski od dawna już myślał o czymś innym. – Tego... Stokowskiego. – Był przecież we fraku i na balu. Na co mu broń? – Miał w kieszeni na piersiach rewolwer dużego kalibru. Poznałem to po wypukłościach. – Dlaczego ten człowiek tak cię zainteresował, Bernardzie? – Dziwne, nieprawdaż? Dużo bym w tej chwili dał za odpowiedź na dwa pytania. – Pierwsze? – Jak długo będzie żył pan Stokowski. – A drugie? – zainteresował się aspirant. – Kiedy pan Stokowski zwróci się do policji o ochronę swego życia… i czy się zwróci. Dziwny dziś jestem, Adasiu, jak sądzisz…? Zaczynam przemawiać stylem Edgara Wallace’a.?